Autorki: Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 380
Okładka: Twarda
Rok wydania: 2025
Wpis powstał we współpracy reklamowej z wydawnictwem SQN
Święta Bożego Narodzenia to mój ukochany czas w roku. Ten moment, kiedy powietrze pachnie zimnem, w kuchni coś zawsze gotuje się w garnkach. Lubię tę krzątaninę, lampki zapalane „na chwilkę” i zostawiane już do stycznia, ulubione kubki wyciągane z dna szafki i to ciepło, które pojawia się nawet wtedy, gdy na zewnątrz jest szaro.
Tylko że w tym roku grudzień przyszedł do mnie inaczej. Bardziej w biegu niż w blasku. Z dużą ilością pracy, z listami rzeczy do zrobienia, które nie kończą się mimo odhaczania. I kiedy w końcu złapałam się na tym, że zbliża się czas kolęd, a ja… nie przeczytałam jeszcze nic świątecznego, zrobiło mi się trochę przykro. Bo ja naprawdę lubię czytać „w sezonie”.
Dlatego tym bardziej cieszę się, że wpadły mi w ręce „Cztery trupy w barszcz”, antologia od Magdaleny Kubasiewicz, Anety Jadowskiej, Mileny Wójtowicz i Marty Kisiel. Zwykle mam do antologii obawy: często są nierówne, czasem jedno opowiadanie lśni, a reszta zostaje w cieniu. A tutaj dostałam coś zupełnie innego: cztery historie, które nie tylko pachną świętami, ale jeszcze dorzucają do tego magię, mrok, humor i kryminalną iskrę.

„Cztery trupy w barszcz” to zbiór czterech świątecznych opowieści, które zamiast iść w cukierkowy nastrój, mieszają Boże Narodzenie z kryminalną zagadką i odrobiną magii. Z pozoru wszystko wygląda znajomo: rodzinne spotkania, wyjazdy, przygotowania, jedzenie i dekoracje. A potem wchodzi „coś nie tak” — trup, tajemnica, dziwne istoty, słowiańskie motywy, niepokojące drobiazgi i śledztwo, które trzeba poprowadzić między pierniczkami a domowymi obowiązkami.
To lektura na kilka wieczorów, idealna, jeśli chcesz poczuć zimowo-świąteczny klimat, ale lubisz, gdy pod tą warstwą ciepła dzieje się coś bardziej mrocznego albo po prostu zabawnie pokręconego. Sprawdzi się i u fanów kryminałów (bo są tu konkretne zagadki i wątek dochodzeniowy), i u osób, które lubią fantastykę w naszej, „swojskiej” wersji. Do tego książka jest wydana w twardej oprawie i wygląda cudownie, więc świetnie nadaje się na prezent — taki, który nie jest przypadkowy, tylko od razu sugeruje: będzie świątecznie, ale z dreszczykiem.

To była dla mnie idealna lektura na ten przepracowany listopad, krótka forma, a jednak pełna klimatu. Taka, która w kilka wieczorów potrafi przestawić w głowie przełącznik na „zimowo-świątecznie”, nawet jeśli dookoła wciąż pulsuje deadline’ami. I chyba właśnie tego potrzebowałam najbardziej: opowieści, które otulają, a jednocześnie podkręcają magię świąt… porządnym śledztwem, domowikiem, słowiańskimi akcentami i tym specyficznym poczuciem, że grudzień lubi mieć swoje sekrety.
