Autorka: Lauren Weisberger
Przekład: Robert Waliś
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: Powieść obyczajowa
Liczba stron: 480
Okładka: Miękka z zakładkami
Współpraca: Wpis powstał w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Albatros
Po powrocie z seansu “Diabeł ubiera się u Prady 2” i po ponownym obejrzeniu pierwszej części, poczułam ogromną ochotę wrócić do twórczości Lauren Weisberger. Nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po “Jedno małe kłamstwo” i szczerze mówiąc, od razu wiedziałam, że to będzie książka dla mnie.
Należę do grona czytelniczek, które lubią historie pełne blasku, luksusu, wielkich karier, pięknych domów i pozornie idealnego życia, ale jeszcze bardziej lubię, gdy pod tą błyszczącą powierzchnią zaczynają pojawiać się rysy. Lauren Weisberger świetnie pokazuje świat ludzi sukcesu i taki, który z zewnątrz wygląda perfekcyjnie, a w środku często skrywa sekrety, napięcia i kłamstwa. “Jedno małe kłamstwo” to właśnie opowieść o tym, jak jedna decyzja czy błąd i jedno pozornie niewinne kłamstwo mogą zachwiać całym misternie budowanym życiem.

“Jedno małe kłamstwo” to książka o kobietach, które z zewnątrz mają wszystko: pieniądze, pozycję, piękne domy, rozpoznawalność, rodziny, możliwości i życie, które mogłoby wyglądać jak gotowa okładka luksusowego magazynu. Peyton jest znaną prezenterką telewizyjną, kobietą sukcesu, osobą, którą codziennie oglądają tysiące widzów i której życie wydaje się poukładane niemal perfekcyjnie. Jej siostra Skye mieszka na bogatych przedmieściach, w świecie matek z idealnymi domami i grzecznymi dziećmi. Do tego dochodzi Max, córka Peyton, która ma siedemnaście lat i próbuje wyrwać się z uprzywilejowanego środowiska, odnaleźć własną drogę. Na papierze wszystko wygląda pięknie, ale oczywiście tylko do momentu, w którym jedno kłamstwo zaczyna pociągać za sobą kolejne konsekwencje.
To nie jest historia, która udaje wielką literaturę psychologiczną, i moim zdaniem właśnie dlatego dobrze się ją czyta (chociaż nie jest to historia bez wad). Autorka bardzo sprawnie porusza się po świecie luksusu, pozorów i społecznych masek, pokazuje bohaterki, które mają wszystko, a jednak ciągle czegoś im brakuje (choćby odwagi). Najciekawsze jest to, że ta książka nie opowiada wyłącznie o jednym skandalu czy sekrecie. Ona jest raczej o całym systemie drobnych przemilczeń, wygodnych usprawiedliwień i półprawd, które ludzie opowiadają sobie i innym, żeby utrzymać obraz idealnego życia.
Bardzo mocno wybrzmiewa tutaj temat presji – sukcesu, udanego macierzyństwa, pieniędzy, pozycji i presji bycia “tą kobietą”, której nic się nie sypie. Peyton chce być profesjonalna, piękna, podziwiana i niewzruszona. Skye z kolei funkcjonuje w świecie, w którym nawet bycie matką staje się czymś w rodzaju konkurencji. Wszystko można ze sobą porównać: jak się prowadzi dom, szkołę dziecka, gdzie się jedzie na wakacje, znajomości, ubrania, dietę czy małżeństwo. To jest taki rodzaj luksusu, który z jednej strony fascynuje, a z drugiej potrafi być duszny, bo za każdym pięknym obrazkiem stoi ogromny lęk przed tym, że ktoś zobaczy pęknięcie.
I właśnie w tym miejscu książka bardzo skojarzyła mi się z klimatem “Pretty Little Liars”, które czytałam jako nastolatka. Oczywiście to zupełnie inna grupa wiekowa i etap życia bohaterek, ale jest w tym podobne napięcie. W “Pretty Little Liars” mieliśmy nastolatki, szkolne dramaty, tajemnice, wiadomości i manipulacje, tutaj dostajemy jakby dorosłą wersję podobnego mechanizmu. Zamiast szkolnych korytarzy mamy telewizyjne studia, ekskluzywne dzielnice, prywatne szkoły, przyjęcia, karierę, małżeństwo i macierzyństwo. Zamiast nastoletniego lęku przed kompromitacją mamy dorosły strach przed utratą reputacji, pieniędzy, pozycji i kontroli nad własnym życiem. Im bardziej zanurzamy się w tę historię, tym bardziej widać, że bogactwo wcale nie chroni przed chaosem. Ono często tylko sprawia, że chaos jest ładniej opakowany. I to było dla mnie bardzo ciekawe, bo czytając, miałam wrażenie, że z jednej strony podglądam świat, który jest daleki od codzienności większości ludzi, a z drugiej emocje bohaterek są bardzo znajome, wstyd dotyczy każdego z nas, tak samo jak zazdrość czy potrzeba akceptacji i lęk przed oceną.

Najfajniejsze w tej książce jest to, że ona naprawdę dobrze działa jako lekka, wciągająca historia, ale jednocześnie zostawia po sobie kilka refleksji. Nie trzeba analizować każdego zdania, a mimo to można złapać się myśli, że przecież my wszyscy w jakimś stopniu tworzymy swoje wersje życia na pokaz. Może nie w tak luksusowej skali jak bohaterki, ale jednak każdy zna ten mechanizm. Peyton i Skye nie są idealne, czasami podejmują decyzje, które trudno zrozumieć albo zaakceptować, ale dzięki temu wydają się bardziej ludzkie. Ich relacja siostrzana ma w sobie coś prawdziwego, tę szczególną więź, która sprawia, że nawet jeśli nie zawsze się rozumieją, to wciąż są dla siebie ważne. Dla mnie to był jeden z mocniejszych elementów tej historii, bo za całym skandalem i luksusową otoczką kryje się właśnie opowieść o rodzinie i o tym, jak trudno czasem powiedzieć prawdę ludziom, na których najbardziej nam zależy.
“Jedno małe kłamstwo” to więc książka o sekretach, ambicji, siostrzanej relacji, macierzyństwie, klasie społecznej i o tym, jak bardzo potrafimy zaplątać się w życie, które sami próbujemy kontrolować. To dobra propozycja dla osób, które lubią historie z blichtrem, ale tutaj luksus jest przyjemny do czytania, ale jednocześnie służy pokazaniu kontrastu. I właśnie ta mieszanka lekkiej, rozrywkowej narracji z całkiem trafnymi obserwacjami społecznymi sprawiła, że czytało mi się tę książkę szybko i z dużą przyjemnością.