Autor: Joe Hill
Przekład: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
Gatunek: fantasy, horror
Liczba stron: 863
Okładka: Twarda
Współpraca: Wpis powstał w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Albatros
Kiedy zobaczyłam, że Joe Hill po tak długiej przerwie wraca z nową powieścią i od razu serwuje prawie dziewięćset stron historii o grupie przyjaciół, starym dzienniku i smoku, który zdecydowanie nie przypomina sympatycznego stworzenia, wiedziałam, że chcę w to wejść. Trochę obawiałam się objętości, bo przy takiej objętości łatwo przesadzić z wątkami albo po prostu zmęczyć czytelnika. Tymczasem “Król Smutek” wciągnął mnie znacznie szybciej, niż zakładałam, a później już regularnie przypominał, że Joe Hill miał bardzo konkretny pomysł na tę historię.
– Wielu ludzi bywa potworami tylko przez jedną noc w roku – powiedziała Jayne, nakładając maskę z powrotem na twarz. – A szkoda. Znacznie fajniej jest, kiedy żyjesz tak na co dzień.

O czym jest tak historia? Zacznijmy od studenta Arthura Oakesa, który zdecydowanie lepiej czuje się wśród książek niż w sytuacjach wymagających łamania prawa. Jego życie komplikuje się w wyjątkowo paskudny sposób, kiedy zostaje zmuszony do kradzieży cennych woluminów z uczelnianej biblioteki. W pewnym momencie w ręce Arthura trafia również przedziwny dziennik dawnego okultysty Enocha Crane’a. Książka została oprawiona w ludzką skórę i zawiera instrukcję pozwalającą przyzwać istotę nazywaną Królem Smutkiem.
Arthur razem z przyjaciółmi postanawia wykorzystać rytuał, ponieważ sytuacja zaczyna ich przerastać. Są młodzi, przestraszeni i przekonani, że skoro znaleźli rozwiązanie, które może zakończyć problem jednym ruchem, warto spróbować. Tyle że w świecie Hilla magia bardzo szybko wystawia rachunek. Od tego momentu historia zaczyna rosnąć. I właśnie skala tej powieści zrobiła na mnie największe wrażenie. Początkowo byłam przekonana, że dostanę opowieść osadzoną przede wszystkim na uczelni, może trochę akademickiego horroru i tajemnicami starej biblioteki. Hill szybko pokazuje, że interesuje go znacznie większy fragment życia swoich bohaterów. Towarzyszymy im przez kolejne lata, obserwujemy ich wybory oraz konsekwencje tamtej jednej decyzji podjętej jeszcze w młodości. Przyjaźnie zaczynają się zmieniać, pojawiają się urazy, poczucie winy wpływa na relacje, a ludzie, którzy kiedyś siedzieli razem przy stole i bawili się czymś, czego do końca nie rozumieli, z czasem stają się zupełnie innymi osobami.
I chyba właśnie tutaj “Król Smutek” działa na mnie najmocniej. Sam smok jest świetny. Kiedy się pojawia, od razu zmienia atmosferę całej sceny. Czuje się jego siłę i ogrom, a jednocześnie ma w sobie coś inteligentnego oraz złośliwego. Nie zachowuje się jak bezmyślny potwór, którego wystarczy pokonać odpowiednią bronią. Rozumie ludzi znacznie lepiej, niż oni chcieliby przyznać, i doskonale wykorzystuje ich słabości.
Najbardziej przerażające pozostaje jednak to, co bohaterowie robią pod wpływem Króla Smutku.
Król Smutek wymaga ofiary. Przyjaciele próbują więc przekonać samych siebie, że skoro już znaleźli się w tej sytuacji, mogą przynajmniej wykorzystać ją w słusznej sprawie. Zaczyna się wybieranie ludzi, których uznają za wystarczająco złych, aby zasłużyli na śmierć. Bardzo przekonuje mnie to, jak świetnie autor pokazuje mechanizm, w którym człowiek powoli przyzwyczaja się do przekraczania kolejnych granic. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś otrzymuje władzę pozwalającą samodzielnie ustalać, kto jest tym złym. Podobało mi się też mieszanie gatunków. Z akademickiej historii płynnie przechodzimy w horror, później pojawiają się elementy dark fantasy, przygody oraz thrillera. Momentami czułam się, jakbym czytała ogromną powieść drogi przez kilka dekad życia bohaterów, podczas której nad wszystkim wisi świadomość, że pewnego dnia smok znowu się upomni o swoje.

Czy dziewięćset stron było konieczne? Pewnie znalazłabym fragmenty, które można było skrócić. W środkowej części zdarzały mi się momenty, kiedy tempo trochę siadało, ponieważ Hill mocniej skupiał się na życiu bohaterów i rozwijaniu świata. Jednocześnie po skończeniu książki rozumiem, skąd bierze się jej rozmiar. Autor chciał opowiedzieć historię ludzi, których jedna decyzja prześladuje przez sporą część życia, więc potrzebował czasu, abyśmy również poczuli upływ tych lat. Poznajemy ich młodych, kiedy mieli poczucie, że przed nimi jest całe życie, a później patrzymy, jak próbują funkcjonować z konsekwencjami czegoś, czego w tamtym wieku nawet nie potrafili sobie wyobrazić. Dzięki temu finał ma znacznie większą siłę, bo nie chodzi już wyłącznie o pokonanie potwora. Stawką stają się wszystkie lata, które Król Smutek zabrał tej grupie.
Muszę też wspomnieć o samym polskim wydaniu, bo wydawnictwo Albatros naprawdę się tutaj postarało! Przy takiej książce wygląd ma znaczenie, a ta prezentuje się fantastycznie. Okładka od razu daje znać, w jaką historię wchodzimy, barwione brzegi świetnie do niej pasują, a wyklejka jest jednym z tych dodatków, które sprawiają, że po otwarciu książki chce się przez chwilę po prostu ją oglądać. Polecam!!!