Autor: Caleb Carr
Przekład: Maja Justyna
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Liczba stron: 451
Okładka: Twarda
Rok wydania: 2026
Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Rebis
Zwierzęta wprowadzają do mojego domu rodzaj spokoju, którego trudno szukać gdziekolwiek indziej. Nawet gorszy dzień łatwiej przetrwać, kiedy obok jest taki słodki futrzak :) Może właśnie dlatego nie wyobrażam sobie bez nich życia.
A więc no cóż – wiedziałam, że gdy sięgnę po książkę “Moja ukochana bestia”, to będę się wzruszać. Takie historie zawsze trafiają, bo od razu dotykają czegoś bardzo osobistego. Od trzech lat moje życie ubogaca cudowna istota z futrem w kolorze latte i odkąd jest ze mną, jeszcze lepiej rozumiem, jak wielką siłę mają zwierzęta. Niby nic wielkiego się nie dzieje, po prostu są obok, czasem domagają się uwagi, towarzyszą w zwykłych chwilach, a jednak właśnie z tych drobiazgów bierze się coś naprawdę czułego.
A kiedy dodatkowo pojawia się historia o tym, że zwierzę stało się dla kogoś ratunkiem, to mam już w pogotowiu chusteczki! Takie opowieści przypominają, jak wielką moc mają relacje, które z zewnątrz ktoś mógłby uznać za zwyczajne, a które w rzeczywistości potrafią ocalić człowieka.

“Moja ukochana bestia” Caleba Carra opowiada o człowieku i kocie, ale tak naprawdę jest to książka o samotności, przywiązaniu i o tym, jak bardzo druga istota może zmienić czyjeś życie. Autor pokazuje swoją relację z Maszą jako coś bardzo prawdziwego – nie traktuje jej jak zwierzęcia, które po prostu mieszka w domu, tylko jak kogoś bliskiego, z kim dzieli codzienność, lęk, chorobę i spokój.
Cała historia nie jest łatwa – Carr pisze o trudnym dzieciństwie, przemocy, złym zdrowiu i o tym, że z biegiem lat coraz bardziej oddalał się od ludzi. Właśnie dlatego spotkanie z Maszą tak wiele dla niego znaczyło. Dzięki niej jego życie stało się pełniejsze. Pojawił się ktoś, o kogo trzeba było dbać, do kogo chciało się wracać i przy kim można było po prostu być.
Każda opowieść o wielkiej więzi niesie w sobie także lęk przed stratą.
Po przeczytaniu tej książki łatwiej zrozumieć, że wielka miłość nie zawsze przychodzi w spodziewanej formie – czasem ma futro, własny charakter i chodzi własnymi ścieżkami, a jednak potrafi uratować człowieka bardziej niż cokolwiek innego.
Książka jest prowadzona trochę jak pamiętnik, trochę jak bardzo osobiste wspomnienie, dlatego czyta się ją tak, jakby autor po prostu opowiadał o swoim życiu i o Maszy z bliska, bez pozy i dystansu. Mamy tutaj również zdjęcia Maszy i samego autora, co jeszcze bardziej przybliża tę historię i sprawia, że staje się ona bardziej namacalna. To nie jest lektura, którą czyta się w pośpiechu, bo Carr pisze bardzo szczegółowo i trzeba poświęcić jej trochę uwagi. Książka jest podzielona na kilka części, a każdy fragment dokłada coś ważnego do tej relacji i do obrazu wspólnego życia człowieka i kota. Mimo tej szczegółowości nie ma tu wrażenia, że autor się wymądrza albo próbuje coś udowodnić na siłę. On po prostu pisze ze swojego doświadczenia i z wielkiej miłości do Maszy. Do tego książka jest naprawdę bardzo ładnie wydana i dopracowana, a przepiękna kotka na okładce od razu przyciąga uwagę i świetnie oddaje charakter tej historii.

Każdy powinien sięgnąć po “Moją ukochaną bestię”, bo ta historia uczy patrzeć uważniej. Łatwo powiedzieć “to tylko kot”, tak samo jak łatwo zlekceważyć czyjąś samotność czy dziwność. Caleb Carr pokazuje, że pod tym, co z zewnątrz może wydawać się ekscentryczne, kryje się bardzo głęboka potrzeba miłości.
Nie wszystkie najważniejsze relacje wyglądają tak, jak przywykliśmy je sobie wyobrażać. To książka o miłości i żałobie, ale napisana tak, że nie przytłacza patosem. Raczej zatrzymuje i zmusza do myśli: kto albo co w moim życiu daje mi poczucie domu i ukojenia? Sięgnijcie!