Julia M. Maj “O pięciu osobach, które odwiedziły moją żonę po mojej śmierci” wyd. Relacja

Tytuł: O pięciu osobach, które odwiedziły moją żonę po mojej śmierci
Autorka: Julia M. Maj
Wydawnictwo: Relacja
Liczba stron: 285
Okładka: Miękka z zakładkami
Rok wydania: 2025
Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Relacja.

O pięciu osobach, które odwiedziły moją żonę po mojej śmierci to nie jest historia o duchu. To przejmująca opowieść o tym, co zostaje po człowieku, kiedy milknie głos, znika ciało, ale pamięć i emocje zostają w ścianach, meblach i drugim człowieku.

Narratorem powieści jest mężczyzna, Witek, który, jak sam mówi, już nie żyje, choć jego obecność nadal tkwi w salonie jego domu. Zasiada w swoim ulubionym fotelu, z którego obserwuje żonę, Marię, pogrążoną w swoim życiu i żałobie. Nie widzi swojego ciała, nie ma kontaktu z otoczeniem, ale ma pełną świadomość i wspomnienia. Jego śmierć jest jednym z wielu nieszczęść, które dotknęły Marię w krótkim czasie, zalana łazienka, rozwód rodziców, pogarszające się zdrowie i poczucie upływu czasu.

Choć tytuł może sugerować elementy czarnego humoru lub groteski, O pięciu osobach, które odwiedziły moją żonę po mojej śmierci to tak naprawdę historia bardzo ludzka. To opowieść o relacji niedoskonałej, czasem cichej, czasem pełnej napięć, w większości nieobecnej ale prawdziwej. O żałobie, która nie zaczyna się w dniu pogrzebu, ale dużo wcześniej, od małych strat, przemilczanych słów, chwil, które uciekły. Główna część książki rozgrywa się wokół tytułowych wizyt pięciu osób, które odwiedzają Marię po śmierci jej męża. Każda z nich wnosi coś innego: wspomnienie, tajemnicę, emocję, nowe spojrzenie na ich małżeństwo. W toku tych spotkań Witek i czytelnik odkrywają prawdę o Marii, o małżeństwie głównych bohaterów, o ich rodzinach i realiach życia w pokomunistycznej Polsce.

Julia M. Maj stworzyła powieść bardzo kameralną i przejmującą. To literatura piękna z duszą, przesiąknięta emocjami, ale niepozbawiona ironii i subtelnego humoru. Narracja z punktu widzenia zmarłego pozwala spojrzeć na rzeczywistość z wyjątkowego, „niematerialnego” dystansu. Autorce udało się uchwycić ulotność życia, wagę słów (i ich braku), a także pokazać, jak wiele dzieje się po cichu, pomiędzy ludźmi, poznajemy niewypowiedziane myśli, niewyrażone żale i to jest w tej powieści najbardziej uderzające.

Osobiście uwielbiam tytuł tej prozy. Motyw pięciu osób odwiedzających Marię można odczytać dosłownie, ale również symbolicznie jako pięć etapów żałoby, pięć warstw prawdy o człowieku lub pięć szans na zrozumienie i pożegnanie. Każda z wizyt nie tylko coś odkrywa o mężu, ale też odsłania nowe oblicze jego żony.

To nie jest klasyczna opowieść o śmierci. Witek nie straszy, nie ingeruje, on patrzy i słucha. Z miejsca, z którego wiele rozumie się dopiero po czasie. To właśnie jego „uwięzienie” w codzienności, która już go nie dotyczy, staje się siłą napędową opowieści. A to, jak autorka poprowadziła narrację, by z czasem czytelnik zorientował się, że ta historia nie jest tylko o żonie, która została sama, ale o ludziach i ich losach, takich, jakim one naprawdę są. Bez lukru, z przemilczeniami, frustracjami, niedopowiedzeniami, osobistymi dramatami.

Rodzina jak pole minowe w najnowszej powieści od wydawnictwa Relacja

Przede wszystkim to książka o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami polskich mieszkań – tych z paprotkami w oknie, z fotelami z PRL-u i obrazkami wiszącymi równo na ścianie. Powieść dotyka bardzo głęboko tematu przemocy, która kształtuje ludzi na całe życie. Ojciec Witka był tyranem, z kolei Maria dorastała w rodzinie pozornie “porządnej”. Jej rodzice mieli wszystko – poza zdolnością do akceptacji i empatii. Kiedy pojawił się Witek, chłopak „z biedy”, z domu „nie takiego jak trzeba” – natychmiast stał się obcym. W ich oczach nie był wystarczający, bo nie był „z ich świata”. To gorzki obraz Polski, w której pieniądze i pozycja społeczna dzielą ludzi na tych „z porządnych domów” i tych, których się nie zaprasza. Gdzie domy pełne są tajemnic, wstydu i nieprzepracowanych traum. Gdzie o przemocy się nie mówi, a ambicje tłamsi się w ciszy.

Na koniec trzeba to powiedzieć wprost: tojest doskonały debiut literacki. Proza Julii M. Maj nie próbuje być ładna – próbuje być prawdziwa. Bez popisów, bez pustych słów. Tylko takie, które zostaje w głowie długo po ostatniej stronie, bo nie opowiada bajki, tylko wyciąga z czytelnika najgłębsze emocje, nawet te niewygodne.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak głęboko sięga ta książka, jak potrafi opowiadać o relacjach, rodzinie, społeczeństwie i pamięci bez patosu, za to z wielką precyzją. I bardzo, bardzo kibicuję Julii M. Maj. Jeśli już teraz pisze tak mocno, dojrzale i szczerze – to aż strach pomyśleć, co jeszcze przed nami. Ale jedno jest pewne: będę czytać wszystko, co napisze!



Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *