Autorka: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 543
Rok wydania: 2025
Wpis powstał we współpracy recenzenckiej z wydawnictwem Czwarta Strona.
Nowa seria to zawsze nowe rozdanie – a ja należę do osób, które takie początki szczególnie lubią. W przypadku Remigiusza Mroza to dla mnie wręcz świeże spotkanie, bo do tej pory znałam tylko jedną jego powieść “Hashtag”. Sięgając po „Piekło jest puste”, otwierające cykl “Raport”, czuję więc, jakbym wchodziła w zupełnie inny świat – pełen napięcia, tajemnic i pytań, na które niełatwo znaleźć odpowiedź. To historia, która od pierwszych stron wciąga w mroczne śledztwo, przypominając, że prawda nigdy nie jest dana za darmo, a jej cena bywa wyższa, niż można przypuszczać.
– Wtedy zrozumiałam, że ktoś wyrządził mojej córce krzywdę – dodała Jucka. – I że od lat znęca się nade mną, zamawiając te piosenki.
Piekło jest puste
Patrycja Dobska, doświadczona dziennikarka stacji NSI, wreszcie otrzymuje swoją wielką szansę – autorski program interwencyjny. Na pierwszy temat wybiera sprawę, która dekadę temu wstrząsnęła całą Polską: tajemnicze zaginięcie młodej dziewczyny, Wiktorii Juckiej. Wracając z imprezy, zatrzymała się na stacji benzynowej i… dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Kamery wskazują, że nigdy nie opuściła budynku, a mimo to ślad po niej zaginął.

„Piekło jest puste” to początek nowej serii Remigiusza Mroza, w której główną rolę odgrywa świat mediów i kryminalnych tajemnic.
Dobska, odgrzebując stare materiały i docierając do nowych, nieznanych wcześniej faktów, odkrywa intrygujący trop – co roku w radiu emitowane są ulubione piosenki Wiktorii, jakby ktoś celowo dręczył jej matkę. To odkrycie uruchamia lawinę kolejnych pytań, a wkrótce także wydarzeń, które prowadzą do tragedii…
Do śledztwa dołączą inni członkowie zespołu – energiczna Sandra Szpila, kontrowersyjny Kuba Wagner i dwoje stażystów. To oni próbują odtworzyć ustalenia Dobskiej, podążając za pozostawionymi przez nią wskazówkami. Z każdym krokiem odkrywają nowe powiązania, natrafiają na ślady tajemniczej organizacji i coraz mocniej zdają sobie sprawę, że wchodzą na niebezpieczne terytorium.

To, co od razu zwróciło moją uwagę, to poczucie znajomości – od początku miałam wrażenie, że gdzieś już zetknęłam się z podobną sprawą. Jako czytelniczka należę do osób, które lubią historie oparte na tajemniczych zaginięciach – nawet jeśli wiem, że to tematyka trudna, bolesna i często obciążająca emocjonalnie. Nie każdy będzie fanem takiego podejścia, zwłaszcza że coraz częściej autorzy sięgają po inspiracje ze świata true crime, co bywa kontrowersyjne. Jednak w tym przypadku muszę przyznać, że wciągnęłam się od pierwszych stron. Były momenty, w których Remigiusz Mróz mógł pójść na łatwiznę i zakończyć wątek prostszym rozwiązaniem, ale zdecydował się na bardziej wymagającą, ciekawszą drogę – i właśnie to sprawiło, że książka mocniej ze mną rezonowała.
Warto też podkreślić, że „Piekło jest puste” to kawał solidnego kryminału – ponad 400 stron, które nie są ani wydmuszką, ani pustym wypełniaczem. Tekst podzielony jest na kilka wyraźnych części, co nadaje historii rytmu i sprawia, że łatwo odnaleźć się w fabule. To, co szczególnie doceniłam, to brak rozwlekania – w momentach, gdzie autor mógłby dodać niepotrzebne dygresje, dostajemy treść skondensowaną i mocno skoncentrowaną na akcji. Dzięki temu książka czyta się dynamicznie, ale jednocześnie nie ma wrażenia, że coś zostało spłycone. To naprawdę dobrze skrojony kryminał, w którym każda strona pcha czytelnika dalej.

Jeśli miałabym wskazać coś, co nie do końca przypadło mi do gustu, to na pewno nie jest to kwestia stylu – bo pod względem warsztatu autor trzyma poziom. Moje zastrzeżenia dotyczą raczej pewnych elementów fabuły, a konkretnie scen przemocy i języka przeznaczonego zdecydowanie dla dorosłego czytelnika. Wciąż uważam, że da się napisać mocny, angażujący thriller bez sięgania po wulgarne słowa czy bardzo brutalne obrazy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dla wielu odbiorców to część „realizmu” i klimatu takich powieści, ale ja należę do tych czytelników, którzy woleliby, żeby napięcie i groza były budowane bardziej przez atmosferę i intrygę niż dosadne sceny.
Podsumowując – „Piekło jest puste”, czyli pierwszy tom cyklu Raport, podobał mi się. To solidny, dobrze skonstruowany kryminał, wciągający od pierwszych stron i trzymający tempo aż do końca. Choć miałam swoje zastrzeżenia co do brutalnych scen i języka, całość oceniam bardzo pozytywnie. Polecam tę książkę szczególnie tym, którzy lubią historie oparte na tajemniczych zaginięciach, mocne zwroty akcji i narrację bez zbędnego rozwlekania. To świetny start nowej serii i dobry moment, by sięgnąć po twórczość Remigiusza Mroza – nawet jeśli, tak jak ja, wcześniej znało się tylko pojedyncze jego powieści.