Rzeczy, które irytują mnie w książkach 😤

Czytanie książek sprawia mi ogromną przyjemność. Liczba ich plusów zdecydowanie przeważa liczbę minusów, dlatego celem tego wpisu nie jest zniechęcanie kogokolwiek do sięgnięcia po ulubioną literaturę.

Kiedy jednak nałogowo pochłaniamy książki, zdarzają się elementy powtarzalne, dobrze nam znane, które potrafią wywołać lekką irytację. Opowiem wam o rzeczach, które najczęściej nie pozwalają mi w pełni cieszyć się czytaną książką.

1. Wprowadzanie nowej postaci na ostatni moment, by skleić fabułę

Książka rozpoczyna się intrygująco, akcja staje się coraz bardziej zawiła, bohaterowie rozwijają się obiecująco. W pewnym momencie pojawia się u mnie myśl: ciekawa jestem, jak autor z tego wybrnie. Nagle, zazwyczaj w ostatniej, najbardziej kulminacyjnej części, pojawia się nowa postać w książce, sklejająca i wyjaśniająca wszystkie tajemnice.

Nie byłoby w tym nic złego, gdybym miała odczucie, że postać ta jest zaplanowana od początku. Tymczasem często mam wrażenie, że autor miał pomysł na powieść, lecz zabrakło go na zakończenie. Trzeba więc szybko wprowadzić dodatkową postać, która rozwieje wątpliwości. Jest to jednak sztuczne, wymuszone, absolutnie niesatysfakcjonujące. Przykład? Zakończenie serii o pięknych kłamczuchach autorki Sary Shepard.

2. Przekłamane opisy

Zatrważający thriller, który nie pozwoli ci zasnąć; Przejmujący portret zdegradowanego społeczeństwa.

Otwierasz książkę, czytasz, zamykasz i zadajesz sobie pytanie: Gdzie w tej powieści był element thrillera? Ktoś podmienił okładki?

Nie mam nic przeciwko prozie, czy delikatnych, otulających powieściach. Nie lubię być tylko wprowadzana w błąd. Jeżeli decyduję się na zakup książki, oczekuję, że treść będzie choć trochę zgodna z opisem.

3. Zapełnianie książki niepotrzebnymi opisami

Na szczęście coraz więcej autorów zaczyna rozumieć, że czytelnik wcale nie gniewa się, jeśli książka zamiast 350 stron będzie miała 200, a każde zdanie będzie odgrywać określoną rolę. Minimalizm jest dobrą modą, która służy także literaturze.

4. Pisanie z perspektywy kobiecej i męskiej

To jest wyjątkowo subiektywny punkt. Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom to nie przeszkadza, a nawet są fanami takiego modelu budowania powieści. Rozumiem takie rozdzielenie na narratorów, gdy taki zabieg ma służyć określonym celom np. trzymaniu czytelnika w niepewności. Taki (bardzo udany) podział ról można przeczytać w NIEznajomych Ursuli Poznanski i Arno Strobela.

Jednak w większości przypadków taka naprzemienna perspektywa nie dodaje nic do fabuły, a wręcz pozbawia jej tajemniczości i potrzebnego elementu niedopowiedzenia.

5. Spojlery już na początku powieści

Czasem mam wrażenie, że autor tak bardzo chce się pochwalić świetnym pomysłem na fabułę, że już w pierwszym momencie zdradza wszystko. Szczególnie widzę to w prologach. Czytam wstęp i już wiem, kto znajdzie się w opałach, bardzo często po wstępie jestem wstanie domyślić się zakończenia książki.

6. Traktowanie czytelnika jak dziecko, któremu trzeba wszystko tłumaczyć

Wiem, że autor nie znając odbiorcy swoich powieści jest zmuszony zrobić wprowadzenie, które będzie zrozumiałe dla większości czytelników. Często spotykam się jednak z powieściami, gdzie już od pierwszej strony mamy opisanych bohaterów wprost: mama jest zła, brat jest dobry, nauczycielka jest wredna, sąsiadka jest miła, kierowca autobusu to pijak, a babcia jest cierpliwa i współczująca.

Zdecydowanie wolę jak autor poprzez dialogi i opis sytuacji pozwoli czytelnikowi samemu wyciągnąć wnioski i spostrzec, jacy są bohaterowie. Lubię sama ocenić, czy to postacie pozytywne, czy negatywne. Podawanie na tacy przymiotników opisujących bohaterów jest dobre w kreskówkach. Tak jak w życiu realnym, gdy kogoś poznajemy, potrzebujemy chwili, by móc go poznać, tak w książkach lubię sama ocenić, kim jest dana postać.

7. Przedstawianie bohaterów lub sytuacji wyłącznie w czarno-białych barwach

Ona niewinna, sprawiedliwa, natrafiająca na samych złych ludzi w życiu. Jej były partner to drań, psychopata, diabeł wcielony, który na końcu powieści marzy tylko o tym, by ją zamordować i wymierzyć w ten sposób światu sprawiedliwość.

LUDZIE NIE SĄ CZARNO-BIALI. Nie mogę zgodzić się na demonizowanie byłych partnerów głównych bohaterów. Związki nie rozpadają się wyłącznie z winy jednej ze stron, KIJ MA ZAWSZE DWA KOŃCE. Kto kiedykolwiek był z kimś w relacji to wie, że ludzie się w nim czasami ranią, powinni nawzajem sobie wybaczać, raz jedna strona musi iść na kompromis, raz druga.

Nie jestem wstanie czytać książek, w których tak bardzo dzieli się bohaterów na dobrych i złych, bez wzięcia pod uwagi tego, że dobrzy ludzie też robią złe rzeczy, a byli partnerzy z jakiegoś powodu byli kiedyś tymi pierwszymi.


Jestem ciekawa, czy któryś z tych punktów jest wam dobrze znany :) Dajcie znać w komentarzu!

Udostępnij ten wpis:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Print this page
Print

13 Comments

  1. Kasiulek :3 20 lipca 2019 o 13:04

    Zgadzam się z punktem 2 i 7. Opisy książek czasem po prostu nie pasują do treści. Zauważyłam, że im zwyklejszy opis, tym ciekawszy środek.
    Mnie jeszcze irytuje, gdy bohaterowie mają tonę problemów, dochodzą im cały czas nowe, a oni co? Znoszą wszystko z uśmiechem. Żadnej chwili załamania, słabości. To nie jest autentyczne.

  2. Joanna 20 lipca 2019 o 13:40

    Czy ja wiem czy takie wprowadzenie postaci na końcu książki to taki zły pomysł… Mnie to tak nie przeszkadza. W przypadku serii, o której wspominasz – oglądałam serial. Przeczytałam wcześniej obsadę i to był mój błąd bo już cały czas tego końca się spodziewałam.

    Za to w kwestii damsko-męskiego prowadzenia powieści to prawda. Powoduje to masę powtórzen, co sztucznie wydłuża powieść.

    I jeszcze dodam coś w kwestii spojlerowania. Japońska powieść Motyl na wietrze dokładnie tak była prowadzona. Cały czas autorka zapowiadała co się zaraz wydarzy. Kompletny bezsens!

  3. Alina 20 lipca 2019 o 15:28

    Z tymi opisami się zgadzam. A często też bywa i tak, że opis na okładce spoileruje fabułę. Odkąd się tak nacięłam przy jednej z książek sióstr Bronte, unikam czytania tych opisów. A jeśli chodzi o rzeczy, które mnie najbardziej irytują w książkach, to niepotrzebna wulgarność. W niektórych książkach i niektórych momentach jestem w stanie znieść jakiś wulgaryzm, bo po prostu pasuje do sytuacji, ale zwłaszcza w literaturze kobiecej rażą mnie te niepotrzebne przekleństwa.

  4. ola wolna 21 lipca 2019 o 07:01

    Zawsze bardzo wyprowadzają mnie z równowagi właśnie zamienne punkty widzenia nawet, jeśli chodzi o dwie bohaterki – zawsze się gubię, kto co powiedział, kto teraz, i to zupełnie mnie z transu czytelniczego wyprowadza :(

  5. Wiewiórka w okularach 21 lipca 2019 o 14:54

    A mnie doprowadzają do szału schematy. Jasne, jeśli są dobrze ograne, poprowadzone z głową i napisane tak, że aż mam ciarki z nerwów, to nawet nie zwracam na nie uwagi. Ale czasami autor nawet się nie wysila na jakieś zmiany w schemacie, tylko leci po bandzie i wtedy mnie krew ze złości zalewa.

  6. tinaha 25 lipca 2019 o 17:20

    Zdecydowanie podpisuję się pod punkt 3 oraz 6.

  7. Kinga 26 lipca 2019 o 06:11

    Mnie zawsze denerwują długie i niepotrzebne opisy, chociaż w innych punktach też się zgadzam

  8. todoarmo. pl 26 lipca 2019 o 15:18

    Przekłamane opisy ach też mnie to strasznie denerwuje.

  9. Prawie Idealna 27 lipca 2019 o 15:02

    Też nie lubię książek gdzie jest damska i męska wersja tej samej historii. Jakoś to do mnie nie trafia.

  10. Aleksandra ze StyleVibes.pl 27 lipca 2019 o 20:55

    Ja podpisałabym się zdecydowanie pod punktem 2., to chyba najbardziej irytująca rzecz dotycząca książek w obecnych czasach, przynajmniej jak dla mnie.

  11. Bardziejmilo 29 lipca 2019 o 19:22

    Taa, niektóre pozycje to istny kosmos :D czasem nie wiadomo co się tam generalnie dzieje, taki jest miszmasz :D

  12. Lalar_s 29 lipca 2019 o 21:23

    W każdym podpunkcie znalazłam również to na co ja podczas czytania zwracam uwagę, jeden denerwuje mnie bardziej inny mniej :)Wszystko w punkt

  13. Granivera 6 sierpnia 2019 o 11:37

    Ja nie rozumiem fenomenu wydawania książek najpierw z jednej perspektywy, a z jakiś czas to samo z drugiej perspektywy…

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.