Autor: John Marrs
Przekład: Elżbieta Pawlik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 430
Rok wydania: 2025
Wpis powstał we współpracy recenzenckiej z wydawnictwem Czwarta Strona.
Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że thrillery od Czwarta Strona naprawdę dobrze trafiają w mój gust – lekkie w odbiorze, ale pełne napięcia, z ciekawą intrygą i takim „wciągaczem”, którego szukam po długim dniu. Johna Marrsa wcześniej nie czytałam, choć wiem, że ma ogromne grono fanów. Dlatego do „Zabiłaś mnie pierwsza” podchodziłam z mieszanką ciekawości i lekkiej niepewności: czy to będzie coś dla mnie? Czy się odnajdę w jego stylu? Liczyłam po prostu na dobrą, dynamiczną rozrywkę – i faktycznie to dostałam :)
Książka zaczyna się od bardzo mocnej sceny: kobieta budzi się w środku ogromnego ogniska, związana, zakneblowana, zbliżające się płomienie, narastająca panika – ciężko o bardziej filmowe otwarcie. Nic nie wiemy: kto to jest, dlaczego tam trafiła, czy ktokolwiek zdoła jej pomóc. Chwilę później cofamy się w czasie o jedenaście miesięcy, by obserwować rodzące się relacje trzech kobiet: zgorzkniałej, upadłej celebrytki Margot – cichej i zepchniętej na margines przez życie Anny, oraz nowej, pozornie idealnej sąsiadki Liv. Każda z nich nosi w sobie tajemnice, które powoli zaczynają wypływać na powierzchnię, tworząc coraz bardziej duszną atmosferę wzajemnych podejrzeń i fałszywej serdeczności.

Spłoniesz żywcem w ogniu, który sama wznieciłaś
Zabiłaś mnie pierwsza
Wow, bawiłam się świetnie! W tym thrillerze znajdziemy wszystko, co karmi czytelniczą ciekawość: toksyczne relacje, skrywane przewinienia, manipulacje, narastające napięcie i poczucie, że pozorna normalność za chwilę pęknie jak szkło. Autor bawi się perspektywą, dokłada kolejne warstwy kłamstw i nieustannie podsyca podejrzenia względem każdej bohaterki. Z czasem pojawiają się także mocniejsze tematy: toksyczna ambicja, cena sławy, samotność, nieprzepracowane traumy, uzależnienia oraz to, jak łatwo wpaść w pułapkę pozorów.
Tematycznie dostajemy tutaj sporo: sąsiedzkie gierki, kłamstwa narastające warstwa po warstwie, tajemnice z przeszłości, ukryte motywacje, a do tego pytanie, kto w tej całej układance naprawdę ma najwięcej do stracenia. Pojawia się też wątek medialnej presji, dążenia do perfekcji, samotności, a nawet lekkie elementy psychologiczne, które fajnie pogłębiają postacie, ale nie obciążają fabuły.
Styl jest lekki, rozdziały krótkie, więc czyta się to naprawdę szybko. Napięcie rośnie wraz ze zbliżającą się Nocą Ognisk, bo od początku wiadomo, że do czegoś musi dojść… tylko nie mamy pojęcia, komu i dlaczego.

„Zabiłaś mnie pierwsza” polecam przede wszystkim tym, którzy lubią thrillery rozgrywające się tuż za ścianą zwyczajnego życia – z pozornie normalnymi bohaterami, którzy skrywają znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. To świetna propozycja dla fanów domestic noir, historii o toksycznych przyjaźniach, sąsiedzkich animozjach, manipulacjach i sekretach powoli wypływających na powierzchnię. Spodoba się także tym, którzy cenią szybkie tempo, krótkie rozdziały i narrację, która nie pozwala odłożyć książki nawet na moment. Jeśli lubisz zgadywać, kto kłamie, kto manipuluje i kto ostatecznie najbardziej zapłaci za własne decyzje – ta powieść zdecydowanie trafi w twój gust.
„Zabiłaś mnie pierwsza” to thriller, który nie tylko daje satysfakcjonującą rozrywkę, ale też trzyma w napięciu do samego końca. Jeśli lubicie intrygi sąsiedzkie, pokręcone sekrety i historie, w których każdy może być ofiarą… lub oprawcą – to książka zdecydowanie warta uwagi.