Pierwsza część „Zaleca się kota” Sho Ishidy była jednym z tych niezwykłych literackich spotkań, które zostają w człowieku na długo po przewróceniu ostatniej strony. To opowieść, która przyszła cicho, delikatnie (jak kot :)) i niepostrzeżenie rozgościła się w moim sercu. Japońska wrażliwość, subtelność emocji i to charakterystyczne połączenie codzienności z odrobiną magii sprawiły, że od pierwszych stron poczułam, że to książka dokładnie w moim stylu. Pełna ciepła, refleksji i tego spokojnego rytmu, w którym każda chwila ma znaczenie. „Zaleca się kota” to była dla mnie mała literacka terapia.
Fabuła tej powieści przeniosła nas do tajemniczej poradni Kokoro, ukrytej gdzieś w zaułkach Kioto, gdzie lekarstwem na życiowe troski jest… kot. To miejsce, w którym na zmęczenie, samotność, niepewność czy smutek przepisuje się mruczącego towarzysza, który potrafi rozjaśnić nawet najciemniejszy dzień. Każdy pacjent trafiający do tej poradni nosi w sobie jakiś ciężar, a każdy kot staje się nie tylko lekarstwem, lecz także przewodnikiem – prowadzącym swoich ludzi ku uzdrowieniu i nowemu spojrzeniu na świat.
Dlatego kiedy dowiedziałam się, że ukaże się druga część „Zaleca się kolejnego kota”, nie miałam najmniejszych wątpliwości, że muszę po nią sięgnąć. To japoński bestseller, który podobnie jak poprzednia część jest bardzo subtelny, emocjonalny, z nutą realizmu magicznego i ciepłem, jakiego nie sposób zapomnieć.

Druga część rozwija pomysł kliniki gdzie przepisuje się futrzaki, zachowując tę samą ciepłą atmosferę i magię codzienności, ale wprowadza też nowe wątki, emocje i bohaterów, którzy mierzą się z różnymi odcieniami ludzkiego smutku, zmęczenia i samotności. Tym razem autorka zabiera nas do świata kilku osób, których losy splatają się wokół kliniki Kokoro: młodej Moe, przytłoczonej problemami w związku, owdowiałego Tatsu’y i jego zamkniętego w sobie wnuka, którzy wspólnie wyruszają na poszukiwania zaginionej kotki, a także przepracowanego wicedyrektora schroniska dla kotów, który mimo własnego zmęczenia nie przestaje walczyć o swoich podopiecznych. Każda z tych historii jest inna, ale łączy je delikatna, niemal magiczna nić – przekonanie, że koty naprawdę potrafią uleczyć duszę.
Ważne, by wiedzieć, że nie znajdziemy tu może nic odkrywczego ani zaskakującego, Sho Ishida nie próbuje na nowo wymyślać swojej opowieści. I dobrze. „Zaleca się kolejnego kota” to książka, która nie potrzebuje fajerwerków, by działać. Jej siła tkwi właśnie w powrocie do tego znajomego, kojącego klimatu, do cichego Kioto, do zapachu herbaty i kociego futra, do spokojnych rozmów, które leczą bardziej niż jakakolwiek terapia. To powrót w miejsce, w którym można na chwilę zwolnić, odetchnąć i przypomnieć sobie, jak wiele znaczą drobne gesty i obecność drugiego stworzenia obok. Nawet jeśli fabularnie to kontynuacja bez wielkich zaskoczeń, to emocjonalnie – wciąż przynosi dokładnie to, czego się po niej pragnie: ciepło, spokój i ukojenie.

„Zaleca się kolejnego kota” to nie tylko książka o miłości do zwierząt, ale też o potrzebie bliskości, zrozumienia i cichej obecności, która potrafi dać więcej niż tysiąc słów. To pełna emocji, niezwykle wrażliwa opowieść o leczeniu serca – takiego, które pękło, ale wciąż potrafi kochać. Dla mnie to była piękna, choć momentami trudna lektura – taka, po której człowiek na chwilę przystaje, przytula swojego kota i dziękuje, że po prostu jest.