Richard Louv “Ostatnie dziecko lasu” wyd. Mamania

Richard Louv jest amerykańskim pisarzem i dziennikarzem badającym związek dzieci ze światem przyrody. Jest twórcą terminu “zespół deficytu natury”, który służy jako opis negatywnych konsekwencji odseparowania dzieci i dorosłych od środowiska naturalnego. Założył także organizację Children and Nature Network, wspierającą rodziców i dzieci w powrocie na łono natury.

Wydawnictwo: Mamania
Liczba stron: 430
Okładka: miękka
Tytuł oryginału: Last Child in the Woods: Saving Our Children From Nature-Deficit Disorder
Przekład: Anna Rogozińska
Rok wydania: 2016

Ostatnie dziecko lasu – odkryj naturę na nowo.

Po tę pozycję sięgnęłam od razu, jak tylko przekroczyła próg mojego domu, mimo ogromnego stosu zaległych lektur. Bardzo chciałam i potrzebowałam przeczytać o leczniczej mocy przyrody, jej wpływie na nasze dzieci i sposobie, jak możemy ten kontakt z fauną i florą w życiu naszych dzieci odbudować. Tym bardziej, że Ostatnie dziecko lasu, które zostało przetłumaczona na kilkanaście języków, wywołało międzynarodową dyskusję o deficytach społecznych spowodowanych współczesnym izolowaniem dzieci od tego, co nas naturalnie otacza.

Już od pierwszych stron autor przywołuje wspomnienia utraconego dzieciństwa: posiniaczone i zabłocone kolana, które doświadczyły wspinania się po drzewach, tworzenie kryjówek z liści i patyków, przeskakiwanie przez ogromne kałuże, huśtanie się na gałęziach drzew, obserwowanie mrówek w ich skrzętnej pracy, a nawet przeszkadzanie im w niej.

Ostatnie dziecko lasu

Zespół deficytu natury.

Książka wprowadza nas w szokujące fakty na temat stanu zdrowia dzieci w obecnych czasach. Liczba leków przeciwdepresyjnych wydawanych na receptę dla ​​dzieci podwoiła się w ciągu ostatnich pięciu lat. Autor wymienia otyłość, depresję, chroniczne zmęczenie czy nadpobudliwość u dzieci jako coraz częściej spotykane symptomy “zespołu deficytu natury” i twierdzi, że zjawisko to jest bezpośrednią konsekwencją odseparowania dzieci od przyrody.

Dolegliwości te przyrównuje do podobnych symptomów doświadczanych przez zwierzęta, kiedy zabiera się je z ich naturalnego środowiska i zamyka w zoo lub laboratorium. Deficyt natury nie jest chorobą kliniczną, nie jest zaburzeniem, które można leczyć za pomocą leków. Jest to raczej choroba społeczna, a jedynym możliwym lekarstwem jest to, co autor nazywa witaminą N – NATURĄ. Autor pokazuje nam, dzięki licznym praktycznym przykładom, jak bezpośredni kontakt z naturą jest niezbędny dla zdrowego rozwoju dzieciństwa – fizycznego, emocjonalnego i duchowego.

Ostatnie dziecko lasu

W ciągu ostatnich dziesięcioleci radykalnie zmienił się sposób rozumienia i doświadczania przyrody przez dzieci. Nastąpiło całkowite odwrócenie sytuacji. Dzieciaki są dziś świadome globalnych zagrożeń dla środowiska naturalnego, ale ich fizyczny kontakt i bliska relacja z przyrodą powoli odchodzi w zapomnienie. (…) Współczesne dzieciaki z pewnością opowiedzą nam wszystko o amazońskich lasach tropikalnych, lecz nie o tym, kiedy ostatnio samotnie spacerowały po lesie albo leżały na łące.

Ostatnie dziecko lasu

Ostatnie dziecko lasu to pozycja w której autor odważnie krytykuje nadopiekuńczość rodziców, szkolne programy nauczania izolujące dzieci od natury, skupiające się wyłącznie na teoretycznej wiedzy. Sprzeciwia się zbyt zorganizowanemu stylowi życia, który nie pozwala nawet na odrobinę spontaniczności i wolności oferowanej przez zabawę w lesie, strumieniu czy choćby kałuży. Strach rodziców przed wszelkiego rodzaju wypadkami, rosnące nakładanie obowiązków szkolnych i brak dostępu do naturalnych przestrzeni, utrudniają dzieciom interakcję z otoczeniem.

Ostatnie dziecko lasu

Strach to największa siła, która powstrzymuje rodziców przed przyznaniem dzieciom takiej wolności, jaką samą cieszyli się, kiedy byli mali.Ostatnie dziecko lasu

Richard Louv wyjaśnia, iż my, jako dorośli daliśmy się porwać przez szerzony głównie w telewizji obraz natury jako mroczny, dziki i niebezpieczny. Zaczynamy uznawać przyrodę jako naturalnego wroga, boimy się zwierząt, bakterii, upadków czy zagubień w terenie. Książka rozprawia się jednak z każdym z tych mitów.

Dzieci potrzebują przestrzeni do wykorzystywania swoich zmysłów.

Dla zdrowego rozwoju emocjonalnego niezbędna jest swoboda w zabawie i odkrywania fauny i flory, która jest najlepszym źródłem wszelkiej stymulacji sensorycznej. Richard Louv przedstawia ogromną ilość korzyści wynikających z kontaktu z lasami, szklarniami, roślinami i żywymi istotami, a jego teorie potwierdzają nauczyciele akademiccy, pedagodzy i działacze na rzecz ochrony środowiska oraz sami rodzice.

Ostatnie dziecko lasu

W przeciwieństwie do telewizji przyroda nie zabiera nam czasu, ona go rozszerza. Przyroda działa jak balsam dla duszy dziecka (…) jest jak czysta karta, na której dziecko kreśli i interpretuje na nowo fantazje kultury.Ostatnie dziecko lasu

Obecnie główna rozrywka większości dzieci związana jest z ekranem. W dzisiejszym społeczeństwie komputery, telewizja i gry wideo monopolizują wolny czas. Pojawia się złudna wiara i fanatyzm dla technologii, która powstrzymuje dzieci przed zbliżeniem się do naturalnego świata, pomniejszając empatię dla roślin i zwierząt.

Natura jest obrazem, na którym dzieci mogą malować swoje uczucia. Stymuluje ona wyobraźnie bez narzucania jedynej właściwej interpretacji. W przeciwieństwie do miasta objętego reklamami i bilbordami, natura nie próbuje na siłę przekonywać ani osądzać.

Ostatnie dziecko lasu

Rodzicie ciągle słyszą, że powinni wyłączyć telewizory i ograniczyć czas, jaki ich dzieci poświęcają na gry komputerowe, jednak dostają niewiele sugestii na temat tego, co ich dzieci miałyby robić, kiedy są “odłączone”.Ostatnie dziecko lasu

Autor nie jest wyłącznie teoretykiem, w swojej książce daje mnóstwo rozwiązań jak zaszczepić w dziecku chęć obcowania z naturą. Oferuje czytelnikowi mnóstwo szans na zmierzenie się z dziką przyrodą, co może znacznie zwiększyć jego pewność siebie, kreatywność czy duchowość.

Ostatnie dziecko lasu

Co ja mogę z tym zrobić?

Ostatnie dziecko lasu inicjuje pewną debatę na temat przyszłości naszych dzieci. Czytając tę pozycję nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele badań potwierdza teorie autora o realności negatywnych symptomów deficytu natury. Pozycja ta otworzyła mi oczy na wiele aspektów związanych z rozwojem i wychowaniem dzieci. Choć lektura nie będzie lekarstwem na wszelkie dolegliwości, to jednak stosując się do poleceń w niej zawartych, może stać się wielką pomocą i wskazówką w jakim iść kierunku.

Ostatnie dziecko lasu pozostawiło mnie z wielką tęsknotą do tych wszystkich wędrówek leśnych, które odbyłam jako dziecko. Do poznawania świata, gdzie przyroda jawiła się jako idealne lekarstwo na stres. Życzę sobie, jak i każdemu rodzicowi, umiejętności zaszczepiania tej natury odkrywcy w naszych dzieciach.

Macie jakieś wyjątkowe wspomnienia związane z odkrywaniem natury?

Strona główna                    Wróć do bloga

Udostępnij ten wpis:Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Email this to someone
email
Print this page
Print

41 Comments

  1. Jake- mama Ewki 27 kwietnia 2018 o 08:15

    Dzieciństwo ma smak papierówek i agrestu, nawiązując do książki, to już sama okładka jest pełna uroku dziecięcych wspomnień.

    1. opowiemci 27 kwietnia 2018 o 08:48

      O tak! Jeszcze trzeba było sobie po te papierówki wejść na drzewo, nie było tak łatwo ;)

  2. Beata Herbata 27 kwietnia 2018 o 08:27

    Fantastyczny tytuł, od razu do mnie przemówił bo trochę czuję się takim dzieckiem lasu. Do tego pięknie opisane, super !!!

  3. Literatka kawy. 27 kwietnia 2018 o 09:33

    Ciekawa książka. Ostatnio dużo pisze się o naturze i dobrze – trzeba o nią dbać, bo jeśli nie zmienimy naszego postępowania, to niedlugo już jej nie będzie…

  4. Marysia K 27 kwietnia 2018 o 09:54

    Okładka jest boska. Moje córki jako że mieszkamy na wsi mają kontakt z naturą ale chętnie książkę przeczytam, zawsze mozna się dowiedziec czegoś nowego

  5. LIRA 27 kwietnia 2018 o 09:59

    Bardzo ubolewam, że czasy tak bardzo się zmieniły, że nawet mieszkając na wsi, moje dziecko często nudzi się na dworze i nie wie, co mogłoby robić…
    Myślę, że badania przedstawione przez autora mają na celu wstrząsnąć czytelnikiem i zmobilizować do zmiany. Mnie już Twoja recenzja do tego mobilizuje… a przede wszystkim do przeczytania książki :-)

  6. Aleksandra Załęska 27 kwietnia 2018 o 10:38

    To musi być bardzo ciekawa książka! I przyznam rację, że coś jest w tym, że dzieciom brakuje natury – widzę to po moim synu. Kiedy biega cały dzień po dworzu, może się spokojnie wyszaleć, wybiegać – później jest grzeczny jak aniołek. Kiedy natomiast kilka dni siedzi w domu, to wówczas jest marudny, rozkojarzony, nadpobudliwy

    1. opowiemci 2 maja 2018 o 10:31

      O tak, dla mojego dziecka siedzenie w domu to też prawie, że kara :) Najlepiej by tylko było cały dzień na zewnątrz :)

  7. Rozkminy Tiny 27 kwietnia 2018 o 11:02

    Ja mam trochę problem z książkami, które istotę wychowania upatrują w cofnięciu się w czasie. Owszem, pewne rzeczy należy zmienić, ale te posiniaczone kolana i inne to również inne zagrożenia. Czasy się zmieniają, pewne leki są niepotrzebne, jedne choroby znikają, za to coraz częściej pojawiają się nowe. Ot, coś za coś :)

  8. Emi 27 kwietnia 2018 o 11:37

    Ja z moich obserwacji wnioskuje że wiele dzieci dzisiaj jest wychowywanych pod kloszem i niestety często skutkuje to tym że sa rozmieszczone, egocentryczne i niestety niesamodzielne. Sama jestem w pierwszej ciąży i kupiliśmy z mężem domek na obrzeżach miasta, niedaleko lasu więc będzie gdzie chodzić na spacery. Zresztą sama codziennie chodzę do parku ☺

  9. Meg Sheti 27 kwietnia 2018 o 15:30

    Ciekawa tematyka – myślę, że książka może pomóc wielu osobom.

  10. Dalominika 27 kwietnia 2018 o 16:44

    Myślę że każdy rodzic obowiązkowo powinnien przeczytać tą książkę. Ja sama się chyba za nią zabiorę chociaż nie mam dzieci. Z obserwacji dzisiejszych dzieci jest mi ich żal. Dzisiejszy świat/ rodzice pozbawił ich radości dzieciństwa. Dzieci siedzą “w” telefonach/ tabletach i przestają korzystać z wyobraźni, która nam – dzieciom pomagała wymyślać najlepsze zabawy na świecie. Niektóre pamiętam do dziś- podłoga była lawą i trzeba było skakać po meblach. A wakacje na działce lub na wsi u rodziny, gdzie całe dnie spędzałam na świeżym powietrzu z rodzeństwem były najlepszymi wakacjami jakie mogło sobie wymarzyc dziecko…ahh. To były czasy. Pozdrawiam

    1. opowiemci 2 maja 2018 o 10:29

      Nie ma jeszcze świeżych badań, ale właśnie ten zanik wyobraźni i kreatywności najbardziej zanika i jest zatrważający. W moim dzieciństwie nie było książek typu “100 zabaw z rodziną/ na świeżym powietrzu/ w ogrodzie”, teraz to już jest coraz częściej norma. Dzieciom trzeba wyraźnie dawać wskazówki jak się bawić, ponieważ po wyjściu z wirtualnego świata, nie mają pojęcia co robić i nie potrafią często same tego wymyślić.

  11. Zwykła Matka 27 kwietnia 2018 o 17:01

    Bardzo “życiowa” książka, uświadamiająca jak to w obecnych czasach jest!

  12. Anika 27 kwietnia 2018 o 18:09

    Ciekawa pozycja. Cieszy mnie to, że ostatnio sporo się pisze o naturze.

  13. Turkusowa 27 kwietnia 2018 o 19:41

    Jak dobrze, że moje dzieci mają bardzo często kontakt z naturą :-D

  14. Karolina / Nasze Bąbelkowo 27 kwietnia 2018 o 19:57

    Sama byłam właśnie takim “dzieckiem lasu” , na szczęście dzięki rodzicom i dziadkom miałam stały kontakt z naturą . Do tej pory działa ona na mnie kojąco – i zapoznaję z nią synka od najwcześniejszych miesięcy życia :)

  15. Katarzyna Mirek 27 kwietnia 2018 o 20:29

    Jestem biologiem i pasjonatem natury. Moje dzieci na szczęście przejęły te zainteresowania ode mnie i las to miejsce, z którego najchętniej by nie opuszczały. A ja wale ich z niego nie gonię

  16. Hanna 27 kwietnia 2018 o 21:52

    Książka rzeczywiście zapowiada się fantastycznie, zapisuję sobie tytuł i na pewno do niej sięgnę. Obecnie sama spodziewam się dziecka i odczuwam wyjątkową potrzebę, żeby w weekendy wybrać się do lasu. Nie wyobrażam sobie, żeby tych spacerów zabrakło później.

  17. Olga 27 kwietnia 2018 o 22:17

    Fajny temat do badań, chociaż w dobie rozwoju może bardzo oczywisty?

  18. MangoMania 28 kwietnia 2018 o 09:08

    W mojej skromnie biblioteczce brakuje takich pozycji, dlatego wpisują ją na listę do przeczytania:)

  19. Ewa 30 kwietnia 2018 o 08:47

    Niezwykle ważna lektura przywołująca na myśl dziecięce wspomnienia. Warto po nią sięgnąć :)

  20. Angelika F 30 kwietnia 2018 o 09:23

    Bardzo ciekawie opisujesz tę książkę, a zdjęcia zachwycają:)

  21. Jull Krajewska 30 kwietnia 2018 o 09:39

    Bardzo ciekawa propozycja :) chętnie przeczytam :)

  22. Gusia 30 kwietnia 2018 o 10:58

    Bardzo interesująca książka i przede wszystkim – piękne zdjęcia :)

  23. Kasia Hartung 30 kwietnia 2018 o 11:37

    Jestem po lekturze tej ksiązki i ogromnie ją polecam!

  24. Books My Love 30 kwietnia 2018 o 13:46

    Bardzo słusznie, ze ktoś pochylił się nad tym problemem.
    Kiedyś karą dla dziecka było zakaz wychodzenia na dwór, a teraz jest zakaz grania czy korzystania z tabletu, telefonu czy komputera.
    Również fakt, że dzieci teraz mają bardzo zorganizowany świat, nie mają czasu na spontaniczność i samodzielną zabawę, kreatywność jest przerażające.

    1. opowiemci 2 maja 2018 o 10:26

      Ostatnio widziałam dzieci na bardzo dobrze wyposażonym placu zabaw, które zwyczajnie się okropnie nudziły. Pobawiły się chwilę i wróciły do swoich telefonów. Nie jestem przeciwniczką technologii, ale natura rzeczywiście nie jest już tak atrakcyjna i interesująca, jak była dla nas.

  25. pożeram strony 30 kwietnia 2018 o 15:12

    Książka książką, ale jakie cudowne zdjęcia <3

  26. mieszkajaca.miedzy.literami 30 kwietnia 2018 o 20:55

    Oj tak moje dzieciństwo to w szczególności poobdzierane kolana i łokcie, wiecznie upaprane ubrania i siano we włosach po którym najlepiej się skakało <3 Mam wrażenie, że teraz mało jest takich rodziców, którzy na to pozwalają, a szkoda ;/

    Pozdrawiam ciepło

  27. Hanna 30 kwietnia 2018 o 21:52

    Zgadzam się w 100%. Z dziećmi jeżdziliśmy pod namiot, by być bliżej natury. Paliliśmy ogniska, budowaliśmy kryjówki w lesie. Zamiast zabawy urodzinowej w Mc Donaldzie były podchody. Efekt? Córka teraz na żaglach, syn jest instruktorem żeglarstwa, choć na co dzień zajmują się informatyką. Ale potrafią porzucić laptopy i cieszyć się naturą. To dla nas wielka radość.

    1. opowiemci 2 maja 2018 o 10:25

      Ja też urodzinowe wyjścia z podchodami do lasu uznaję, za najlepsze na świecie!

  28. Agnieszka 1 maja 2018 o 07:15

    Intrygująca lektura. Nie słyszałam o niej wcześniej, ale wątki mi się podobają.

  29. Aneta 9 maja 2018 o 09:37

    Przyznam, że to pozycja doskonała na obecne czasy i jakże potrzebna. Bardzo chce poznać te książkę, gdyż recenzja mnie bardzo zainteresowała :) Mam nadzieję, że nastąpi to za niedługo. 🙂

  30. Ania 9 maja 2018 o 09:47

    brzmi ciekawie

  31. Agnieszka/Agumama.pl 9 maja 2018 o 17:17

    Dodałabym jeszcze, że prócz tego, że rodzic nie wie co ma robić, gdy dziecko jest “odłączone” od elektroniki to często włączamy ją po to bo a) nie mamy czasu dla dziecka i chcemy czymś je zająć b) sami nie mamy pojęcia co moglibyśmy zrobić np wspólnie…

  32. Jola 9 maja 2018 o 20:57

    zapomniałam, że miałam tą książkę na mojej liście “must have” :)

    Ostatnio wpadła mi w ręce FANTASTYCZNA książka – O czym szumią drzewa (Wohlleben Peter) – autor “sekretnego życia drzew” i “duchowego życia zwierząt” napisał książkę dla dzieci – jest mega – moje dzieciaki ją uwielbiają i widzę, jak inaczej teraz patrzą na przyrodę, na drzewa, liście… bardzo się rozkręcili w tym temacie

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.